Wojownicy Kościelca

W mieście władzę sprawuje król
Stoi w nim wielki drapacz chmur
Choć nie ma schodów, wind i szyb
600 pięter ma jak nic
Kusi wciąż śmiałków z wielu stron
do wyczynu zwłaszcza zimą
Zrzesza wciąż kolejnych wojowników

Mroźna noc, i skąpany w mroku górski szlak
Wokół skrzy się przemrożony śnieg
Zamiast słońca jakiś milion gwiazd
Prowadzi mnie
Szybszy oddech, para buchająca z ust
Kontury wierzchołków pojawiają się
Tafla stawu wciąż skostniała jest
Tworzy skrót

Ooooo
Gdy oglądasz się forsując stromy żleb
Robi się trochę cieplej

W granitowym mieście, zapanował mróz
na dachach białe jęzory błyszczą się
Raki kruszą śnieg a pod śniegiem lód
600 pięter niżej zostawiłem to
co znam i czym żyję
Tam daleko gdzieś jest mój dom

Na przełęczy dmie przeszywający wiatr
Obezwładnia pięknem słońca wschód
Czekałem by stanąć u twych stóp
Tyle lat
Na wywianej płycie iskry sypią się spod nóg
Czekan pełną parą wgryza się w twój grzbiet
Już za dziesięć minut będziesz mój
Poddaj się!

Oooo
Co za siła zła, do przodu wciąż mnie pcha?
Robię zdjęcie mróz odmraża palce!

Poczucie triumfu bardzo krótką chwilę trwa
Tłumi je zmęczenie oraz chłód
Wkrótce paraliżujący strach
Zwala z nóg
Sil już nie ma czuję niedobory snu
Aby przeżyć trzeba drugie tyle znieść
Do domu długa stroma droga w dół
To mój cel

Oooo
Jaką cenę ma marzenie z dawnych lat
Wkrótce się okaże