5:56

Budzę się o trzeciej, sen odpływa w niebyt.
Zachmurzone niebo prezentuje się jak szmira
Ten dzień nie może być piękny
Ale nieuchronnie przylazł

Peryferyjny dworzec budzi pierwsze demony
Pisk pociągu powoduje zimne dreszcze
Upływ czasu to jest proces nieuchronny
A do centralnego dworca jest daleko jeszcze

Obrazy za oknem przemijają niepozornie
Tak jak przeminęło z wiatrem kilkanaście lat
Pociąg wyhamował coraz jaśniej jest za oknem
Za 60 minut zmieni się cały świat

Dworcowe senne trupy, budzą się już do życia
Ochrona dworca patroluje obszar
Twoje Życie spakowane do jednej walizki
Plecaka, kieszeni i reszta jest w trzech torbach.

5:56 słuchać sygnał odjazdu
5:56 pociąg rusza do Katmandu
5:56 tutaj urywa się klisza
5:56 następuje głucha cisza

Spotykając cię na pozór nic mnie nie porusza
W maszynowej konstrukcji siedzimy obok siebie
Wychodzę, słyszę gwizdek i wehikuł rusza
Chwilę później Gasną informacje o odjeździe

Wracam do domu lekko struty
Klucząc gdzieś między kamienicami
Rynek jest przerażająco pusty
Nie znam słów by to wyrazić

Może faktycznie jedziemy we dwójkę
Obok siebie w tym samym wagonie
Lecz odległość między siedzeniami
Nawilża spojówki całkiem dobrze!